poniedziałek, 4 marca 2013

Prolog: Spełniając marzenia nie zapomnij przymknąć bladych powiek.



       Ludzie, którzy dążą do swojego własnego celu, popadają w uzależnienia; miewają własne priorytety, zachcianki i potrzeby, przesączone abstrakcją. Podobnie jak inni, od małego chciałem spełniać swoje marzenia. Żądza krwi od zawsze tętniła sensem istnienia w moich żyłach; szukałem tego, co destrukcyjne, wykorzystując ludzi do własnych potrzeb. Nie zawracałem sobie głowy przyziemnymi potrzebami, czerpałem satysfakcję z bólu, który mącił mi w głowie, gdy dochodziło do mnie to, czego dokonywałem. Kolejne imię, schowane w skrzyneczce pełnej znajomych mi nazwisk, nie odkupywało ich win. Rejestracja moich ofiar była całkiem łatwa. Może nie było to coś, co można opatrzeć salwą śmiechu, i z pewnością nie bagatelizowało ze zdrowym rozsądkiem, ale utopia marzeń, w których się pochłonąłem, sprawiła, że każda noc zaczęła przynosić mi upojenie. Była bezsennością, migoczącą milionem iskier na zarysie granatowego sklepienia nieba. Szklane fiolki, opatrzone krótkim komentarzem swojego oprawcy, mogły na nowo, spokojnie spoczywać w zepsutej pozytywce racji, zapalając jej rubinowe serce ekstazy. Nie był ważny wiatr, ramionami otulający ciała moich starych przyjaciół - wprowadzenie w plan moich własnych zasad, wydawało się być bardziej kuszącą perspektywą. Posiadałem swój własny świat.

        Nie byłem typem człowieka, który łatwo rezygnuje z marzeń. Moja mentalność stanowiła kwintesencję wszystkich potrzeb, jakich kiedykolwiek zmuszony byłem doświadczyć. Świat stał przede mną otworem, gotów pomóc moim pragnieniom, błąkającym się po świecie, dotrzeć do wyznaczonego celu. Byłem tworem najwyższego Boga; istotą stworzoną do podziwiania piedestału chwały. Moja nieskazitelna, egzotyczno-wschodnia uroda i niebywale przyciągający urok osobisty, był kluczem do osiągnięcia największego na świecie dobra - opanowania świata mody, którym żyłem od najmłodszych lat swojego żywota. Posiadałem wszystko, by najwięksi projektanci na świecie, mogli wychwalać moją ziemską powłokę, napawając się jej perfekcyjnością. Byłem doskonały. Moja młodość ciała, hart ducha, siła magnetyzujących oczu i kruczoczarne włosy, niejednokrotnie okazały się być towarem przetargowym, który musiałem przehandlować, by osiągnąć powierzone niegdyś w moje ręce, priorytety. Stworzenie takie jak ja, utkane z kryształu i szronu nocy, musiało mieć swoją wadę. Musiało wywoływać zamieszanie, wśród łaknących jego obecności ludzi. Było tylko ciałem. Frustracją seksualną, rzeźbą na wystawie, upojeniem nocy i drobiazgiem, za które uzyskiwało się marzenia. Dziesiątki ludzi przetoczyło się przez moją egzystencję, powtarzając melodie tych samych, pustych, pozbawionych uczuć słów. Setki z nich wychwalały moją piękność, powtarzając dźwięki tych samych jęków krzykliwej nocy. Tysiące rozgrywało swoje własne przedstawienie, w którym to ja bylem marionetką pociąganą za sznurki - potrzebowali mnie tylko do jednego: do zaspokojenia swoich potrzeb.

        W przeciągu roku stałem się najbardziej rozpoznawalną twarzą na każdym organizowanym przez ważne osobistości przyjęciu. Pragnął mnie każdy, bez względu na płeć. Kobiety pożerały mnie wzrokiem, błagając swoją kokieteryjnością do niewinnych igraszek; mężczyźni z żądzą w oczach, pilnowali w ryzach swoich męskości, skrytych pod opinających się na ich biodrach, kosztownych bokserkach największych projektantów. Syciłem się ich jękami, subtelnym żarem, rozpalającym ich nagie, pokryte lekką wonią potu ciała. Pragnąłem, by swoją postawą błagali mnie, bym podarował im choć odrobinę swojej rozkoszy. Byłem ich własnym Bogiem. Rzucałem ich na kolana, pieprzyłem i nie pozwalałem zasnąć. Moje imię było najgłośniejszym krzykiem, padającym wśród fałd pościeli, i satyny prześcieradła. Wysysałem z nich wszystkie soki, wznosiłem na najwyższe wyżyny orgazmu, rozdzierając swoim penisem ich jedyne dziewictwo. Byłem ich Panem, sypialnianym Władcą i Mistrzem. Chciałem, by na mój widok tracili kontrolę; karmiłem się widokiem ich spięcia, pożądałem ciała i krótkotrwałego dotyku, pod wpływem którego wyczuć mogłem, jak bardzo twardy mój oprawca już jest. Nazywali mnie swoim zabójcą, choć moich rąk nigdy nie pokryły ślady krwi. Nazywali aniołem, choć boska aureola skalana została diabelskimi rogami. Uznawali mnie za swojego kata, choć moje czyny nigdy nie wyszły poza granice prawa; nie krzywdziłem ludzi - pokazywałem im czym jest prawdziwe piękno, nigdy próżność. Byli moim sposobem na bezsenność, dzięki któremu stawałem się prawdziwym modelem.

        W młodości postawiłem sobie za cel spełnienie marzeń. Z biegiem czasu zrozumiałem, że jeśli chce się coś osiągnąć, najpierw trzeba coś od siebie ofiarować. Ze wszystkich możliwych na świecie opcji, nigdy nie pomyślałbym, że kluczem do mojego sukcesu będzie piękno nagiego ciała i tego, jak wielką męską dziwką mogę stać się w swoim fachu. Nigdy nie odstraszali mnie mężczyźni, którzy jednym prostym czynem, skazywali mnie na sukces społeczny. Ogrom wątłości mojej moralności dawał mi nikłą dozę bezpieczeństwa. Robiłem to, co do mnie należało. Dawałem swoje ciało, a oni szczycili mnie rekomendacjami. Był to korzystny układ, szczególnie dla takiego amatora, jakim wówczas byłem. Moja droga do sławy wyglądała powalająco - pragnąłem stworzyć coś odrębnego, być panem własnej duszy, ale dotkliwość świata krzywdziła moje postanowienia, odstraszając swoją natrętnością. Nie przejmowałem się swoim upadkiem; gdy największy projektant na świecie mówił, że jest tylko jeden sposób, by przekonać go o moim poczynaniu, zaciskałem wargi, czując jak ból na nowo szarpie moimi ścięgnami i uśmiechałem się w wykreowany przez siebie sposób, wieczorem upijając potencjalnego pracodawcę, a później dawałem mu to, czego żądał. Po wszystkim nie użalałem się nad swoim losem. To byłoby zbyt banalne. Podnosiłem się, jako upadły anioł, wracając do swojego mieszkania i wrzucałem do mojej bazy danych kolejne nazwisko, przez które zostałem wykorzystany. Miałem na konkretną osobę odpowiedni dowód, który tylko dzięki kolorowi ingerencji, kreślił mnie jako króla wszystkich rzeczy. Trudniej byłoby mi stłumić coś w zarodku, niżeli zostawić surowość mojej stosowności. W końcu to ja rządziłem tym światem.

        Ponad miłość do mody, uwielbiałem dobrą zabawę. Bylem królem parkietu, do którego prężyły się wszystkie ciała; twarde przyrodzenia ocierały się o moje jędrne pośladki, prosząc o chwilę uwagi. Kaszmirowe usta, oblizywały lubieżnie śnieżnobiałe zęby, błagając o to, bym zatopił w nich swoje własne, bardziej miękkie i powabne wargi. Niweczyłem ich działania, zostawiając na zapełnionym parkiecie z niczym, nawet wyszeptanym jękiem zapewnienia. Może i w zżyciu pozowałem na zgadzającą się na wszystko porcelanową lalkę, jednak w tej sferze życia pozostałem sobą. Nie byłem uległy. Nie oddawałem się każdemu. Czerpałem szczęście z brzmienia muzyki, hektolitrów lejącego się alkoholu i interesujących moje nieskalane pięknem oczy, widokiem zstępujących z nieba pomniejszych aniołów, zesłanych na moja zgubę. Noc, w której poznałem moją przepustkę na francuski wybieg mody, mogę uznać za najlepszy transfer życia.

        Był najprzystojniejszym mężczyzną, z jakim miałem okazję obcować. Jego śniade kości policzkowe, podkreślał wachlarz kruczoczarnych rzęs, okalający dwie, błękitne jak niebo tęczówki. Rozczochrane, będące w całkowitym nieładzie, jasne kosmyki włosów, profilowały jego twarz, nadając jej ciągłości i płótna dla trzydniowego zarostu, porastającego zadartą krótkimi włosami szczękę. Czarne rurki podkreślały jego soczyste, zgrabne pośladki; ich dopasowanie dodawało mu kilka centymetrów wzniosłej postawy, a włożona w spodnie czarna koszula, eksponowała umięśnioną klatkę piersiową. Miał klasę. Kruczoczarne, wypolerowane mokasyny i miodowa marynarka podkreślały tylko atuty jego kwintesencyjnego uroku. Był zatrważająco idealny. Widząc jego piękno, zapragnąłem je posiąść, i wcale nie zabiegając o jego względy, zapewniłem sam siebie, że Sasza stanie się moim wybawieniem. Okazało się, że nie po raz pierwszy w życiu miałem trafną rację.

       Był jednym z najwybitniejszych projektantów mody i nawet gdyby nie błagał mojego ciała o jedną wspólnie spędzoną noc, zgodziłbym się na wykorzystanie moich mięśni; dałbym mu dostęp do dotyku, którym zwiedziłby zakamarki mojej duszy, sprawiając największe odpuszczenie grzechów, byleby tylko wykorzystać nadążającą się okazję. Chciałem, żeby mnie przeleciał. Chciałem poczuć go w sobie i chociaż raz zapracować na spektakularnie największy awans w karierze. Wystarczyło tylko dać mu siebie.

         Jego postawa wskazywała na to, że jest zbyt pewny siebie, uśmieszek wyższości majaczył na jego ustach, kiedy z zainteresowaniem śledziłem rysy jego twarzy. Rosjanin. Wiedziałem, jak się go pozbyć. Jeden mój dotyk sprawił, że zapomniał, jak się oddycha, zmieniając niski, seksowny ton głosu, w błagający o więcej szept. Bo kiedy ścisnąłem z lubością jego pośladki, spodziewać się mogłem tylko jednego:
- Ubierz swoje najlepsze rurki, które tak zajebiście opinają twój seksowny tyłeczek i czekaj na mnie tutaj jutro, o ósmej trzydzieści.
Jego prostymi słowami, osiągnąłem zwycięstwo. Kolejny sposób na bezsenność. Chyba czas się zabawić.

~*~

A/N: Ten prolog naprawdę dużo czasu spędził w plikach na naszych komputerach, i teraz po długim okresie czasu zdecydowałyśmy się go wam zaprezentować. Mamy nadzieję, że przypadł wam do gustu, bo to dopiero początek tej skomplikowanej historii.

8 komentarzy:

  1. Anonimowy3/04/2013

    ahhh,nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo spodobał mi się ten prolog. jest inny i to go czyni doskonałym. naprawdę,nie przesadzam! nie mogę doczekać się jak pojawi się pierwszy rozdział, bo zapowiada się naprawdę interesująco! pozdrawiam x

    OdpowiedzUsuń
  2. ASDFGGHJKJJHGFDAA! Po pierwszych słowach moje ciało wołało: WIĘCEJ, a gdy skończyłam moje ciało wzbudzone żądzą rozkoszy pragnie jeszcze więcej! Pamiętam zarysy postaci, gdy C opowiadała mi o nich. Pamiętam, jak z każdym porankiem wyczekiwałam sms: Sposób na bezsenność. Wiedziałam, iż wtedy mogę uciec od rzeczywistości i zagłębić się w "skomplikowaną historię". Czekam na Rosjanina, Zayna i Liama <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy3/05/2013

    Szkoda, że dopiero teraz dowiaduję się o wasyzm wspólnym blogu, ale no cóż, lepie teraz, niż póżniej.
    Ogólnikowy komentarz zostawię, chociaż znając mnie i tak będzie długi i będę się rozwodzić nad mało interesującymi wątkami, wybaczcie mi obie, taka moja słabość.
    Pierwsze co zrobiłam po otrzymaniu linka od Karolajny to zobaczyłam przepiękny szablon, po prostu czysta perfekcja, która harmonijnie współgra z całym tekstem, który powinnam skomentować, a nie bawić się w ogólniki.
    Szablon jest n-i-e-s-a-m-o-w-i-t-y, a nazwa bardzo intrygująca i o dziwo po polsku, a nie jak 6969696969 blogów, które muszą mieć w nazwie wszystko po angielsku, więc kolejny plusik ode mnie.
    Zwiastun, kolejna perfekcyjna, idealna, po prostu fdghjkjgf rzecz, którą znalazłam pod adresem tego bloga, podziwiam Karolajnę, czy ciebie Klaudia, że chciało się wam to wsyztsko montować, składać, a jeszcze dobranie muzyki. KOLEJNY WIELKI PLUS. (BOŻE, CZY TAM BYŁ AARON JONHSON PRZEZ NANOSEKUNDĘ? XD)
    Pora się wziąć za skomentowanie tekstu, przy którym trzeba się skupić, szczególnie, że czcionka jest ciut za mała jak na mnie i zbyt ciemna, dwa tony bieli i będzie wszytsko jak najbardziej ok (y)
    Do całości nie mam zarzutu, bo pewnie Karolajna pisała pierwse akapity, chociaż, mogę się mylić, już dawno wyszłam z wprawy, bo mój Aniołek nie tworzył się ostatnio zbytnio.
    Szukuje się ciekawa historia, którą z chęcią będe czytać, jednakże moje komentarze będą rzadko się pojawiać, ze względu na kompletny brak czasu na cokolwiek, gdyż mój K wymaga wielkiej troski i uwagi skierowanej tylko na niego, więc skarby moje, mój mail znacie, więc proszę o rodzaj subskrybucji, gdzie dostawałabym od was rozdziały w wordzie.
    ~Milka [ @weareinheavenx]
    wybaczcie lenistwo, ale nie chciało mi się logować.

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiem krótko ; ten prolog jest 696969696969 * CUDO. ;3
    zwiastun , o boże, niesamowity . podziwiam was za jego stworzenie . ;3 historia zapowiada się strasznie ciekawie i nie mogę się doczekać pierwszego rozdziału ;)
    po raz pierwszy spotykam się z takim pomysłem na blog i jestem tym całkowicie zauroczona . ;3

    OdpowiedzUsuń
  5. WOW *.*
    Zwiastun był niesamowity i tego samego spodziewałam się po prologu, ale ten jest asdfghjklpoqiejewknbfjkwrbn lepszy *.*
    Podziwiam Was za taki styl pisania, przez który zatapiam się w czytaniu i nawet nie wiem kiedy kończę. W dodatku używacie takich wspaniałych słów - to wielki plus. Nie mogę się doczekać rozwinięcia tej skomplikowanej historii ^^

    Jane xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam! ^.^
    Spróbuję skomentować ten prolog, choć nie jestem w tym dobra.
    Zacznę od zwiastuna, dobrze? On jest cudowny! Świetnie zmontowany i przyjemnie się go ogląda. :) A prolog jest jkvghkjgvbhds, niesamowity. Jak Wy to robicie, że tak cudnie piszecie? Jestem zaintrygowana ta historią, chcę już poznać każdy szczegół. Nie mogę się doczekać pierwszego rozdziału, serio! ^.^
    Z góry zaznaczam, że moje komentarze mogą rzadko się tutaj pojawiać - taki mój urok. :)
    Pozdrawiam Was serdecznie, xx

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie ma się co rozpisywać, więc powiem w prost: Opowiadanie jest zajebiste, z resztą tak samo jak i wy. (*mam nadzieję że wybaczycie mi to przekleństwo, ale nie potrafię znaleźć innego słowa*)

    @Real_Mrs_Paynex ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Rany, no nie mogę uwierzyć w to co czytam. Po prostu tak mnie zaskoczyłyście, że nie wiem co powiedzieć. Nie chodzi o samą fabułę, choć ta też do nudnych zdecydowanie nie należy. Chodzi o sam charakter pisma. Nie wiem czy wydaje mi się, czy faktycznie widać, że piszą to dwie osoby, bo fakt faktem jest taki, że każdy pisze w inny, odmienny, oryginalny sposób. Bardzo podobają mi się te rozbudowane opisy, całe te porównania, nadają takiego wyniosłego tonu całej historii. Czasem czuję się jak polonistka, oceniając w taki, a nie inny sposób, ale tak właśnie jest. Piszecie fantastycznie i mam nadzieję, że z tego nie zrezygnujecie.
    Buziaki,
    Candice
    @miss_candice8

    OdpowiedzUsuń