sobota, 9 marca 2013

Rozdział pierwszy: Nie mam skrzy­deł, by prze­nieść się po­nad prob­le­my dnia codziennego.


~ 6:00 ~
- Liam, wstawaj.

~ 6:10 ~
- Liam, spóźnisz się do pracy.

~ 6:30 ~
- Liam, zaspałeś.

Cholera. Leniwie podniosłem się z łóżka i ziewnąłem głośno. Kiedy tylko przeniosłem się do pozycji siedzącej, moja narzeczona przykleiła się do moich pleców, składając czułe pocałunki na moim karku. Jej długie, kasztanowe włosy, łaskotały moją skórę, a delikatne dłonie sprawiały, że nie miałem ochoty wstawać. Czułem, jak jej usta muskają jedno z moich najwrażliwszych miejsc.

- Och, Danielle, co ja bym bez ciebie zrobił? – posłałem jej najczulsze z możliwych spojrzeń i cmoknąłem jej nosek, który tak uwielbiałem.

- Zaspałbyś do pracy i spędziłbyś mniej czasu z tą dwójką kretynów. Wyszłoby ci to na zdrowie. – Moja luba zaśmiała się dźwięcznie, a ja jej zawtórowałem. – Dużo masz planów na dziś?

- Madame Angelique zapowiedziała, że ma dla mnie zlecenie na ogromną skalę, więc mogę spodziewać się wizyty posłańca. Sasza chciał wyciągnąć mnie na kawę i muszę pokazać praktykantom, że praca ze mną nie jest łatwa. Będę w domu najprawdopodobniej dopiero wieczorem - westchnąłem, chociaż wcale nie byłem przerażony pracowitym dniem.

Należałem raczej do tych ludzi, którzy kochają swoją pracę i gdyby mogli, to poświęciliby jej wszystko. Fotografia była moją największą miłością. Darzyłem ją większym uczuciem, niż moją narzeczoną, co mogłoby być dziwne, gdybym nie nazywał się Liam Payne. Na szczęście jestem Liamem Paynem, więc nikt nie jest zaskoczony. Podniosłem się z łóżka, mając zamiar wziąć prysznic, jednak coś mi przeszkodziło.

- Nie ma ciepłej wody. Awaria – ostrzegła mnie Danielle. Nie odpowiedziałem nic. Wziąłem tylko wyprasowane wczorajszego wieczora ubrania i poszedłem do łazienki. Spojrzałem w lustro i zdziwiłem się, że nie pękło.

- Dobrze, że to nie ja stoję przed obiektywem, bo najprawdopodobniej nie przetrwałby tego – stwierdziłem, wzdychając ciężko. Byłem w trakcie ubierania spodni, kiedy głośny dźwięk telefonu rozniósł się po łazience. Zerknąłem na wyświetlacz i uśmiechnąłem się pod nosem. Nie mogłem nie odebrać.

- Siemasz, Harry, co tam? – zapytałem, próbując kontynuowanie ubierania się jedną ręką.

- Od szóstej jestem w pracy, bo wczoraj Amanda niańczyła dzieci swojej siostry i chyba nie wiedziała, że nie warto pozwalać im bawić się we fryzjera! To tragedia! Tra-ge-dia! Jestem bez śniadania i bez kawy! Mam nadzieję, że wynagrodzisz mi to jakimś cholernie dobrym ciastkiem albo sam się zwolnię. – usłyszałem panikę w głosie mojego przyjaciela, ale mimo to się zaśmiałem.

- Wiem, że ci się uda. Nikt nie potrafi robić z nożyczkami takich cudów, jak ty. Wpadnę do kawiarni po drodze. Kupię ci kawę i śniadanie, a teraz nie płacz nad kilkoma kosmykami złotych włosów, tylko spraw, żeby wyglądała lepiej bez nich. Obiecałem Saszy, że Amanda zjawi się na jego pokazie w środę. Musi wyjść z tego cało. Wierzę w ciebie, Harry. Reprezentujesz nie tylko siebie, ale też mnie. Zlituj się i pozwól mi wyjść z tego z twarzą – zażartowałem, ale Harry ani trochę się nie uspokoił.

- Cholernie zabawne, Payne! Dlaczego ja w ogóle dla ciebie pracuję? Mogłem przyjąć propozycję Saszy i czesać modelki do jego pokazów. Dlaczego wybrałem nędznego fotografa jako mojego szefa? Co mi strzeliło do łba? – Stylesa ponosiła fantazja, a ja nadal szczerzyłem się jak idiota.

- Sasza zwolniłby cię za takie odzywki, kretynie – stwierdziłem. – I w ten sposób raczej nie byłbyś w szczęśliwym związku ze stylistą moich modelek – pozwoliłem sobie zauważyć.

Harry i Louis tworzyli zgraną parę. Harry był moi przyjacielem od zawsze, a Lou poznałem dzięki Danielle - w końcu to jej kuzyn. Dan przez długi czas próbowała go zeswatać ze swoją przyjaciółką, niestety albo może na szczęście, Louis okazał się przeciwnej orientacji i po cichu wzdychał do kędzierzawego. To były stare, dobre czasy. Teraz są parą i całkiem dobrze im się wiedzie. Oboje pracują u mnie, ale przyjemność tylko i wyłącznie po mojej stronie. Nie mógłbym wymarzyć sobie lepszych kompanów.

- Może byłbym chłopakiem samego Saszy? – Harry dodał żartobliwym tonem, a moja misja została wykonana. Styles odzyskał humor, więc Amanda na pewno wyjdzie z tego cało.

- Skoro wyobraźnia działa ci aż tak dobrze, to wracaj do mojej modelki, zanim z nerwów obgryzie wszystkie paznokcie – zaśmiałem się dźwięcznie.

- Niech ci będzie. Czekam na moje śniadanie i kawę. Czekaj chwilę – w tle usłyszałem głos Lou. – Louis kazał przekazać, że chce dwa pączki z czekoladą i jeden z marmoladą, a do tego gorącą czekoladę.

- Potrącę wam z pensji – stwierdziłem, próbując być poważny.

- To wiesz co, Louis zmienił zdanie. Kup mu kanapkę z szynką. – Harry chyba mi uwierzył, a ja zareagowałem salwą śmiechu.

- Idioci. Nie śmiałbym potrącić wam czegokolwiek z waszej i tak niskiej pensji. Chyba dostaniecie podwyżkę za poprawianie mi humoru z samego rana – tym razem mówiłem poważnie. Ci dwaj sprawiali, że praca była bardziej przyjemna, niż męcząca.

- W takim razie już dawno powinniśmy zarabiać więcej. Staramy się, jak możemy, żebyś się uśmiechał. Z taką jędzą, jak Danielle w domu, to raczej rzadko, kiedy masz dobry humor. –

Uszczypliwa uwaga na temat mojej narzeczonej. Harry Styles, urokliwy jak zawsze.

- Albo wiesz co? Muszę się bardzo poważnie zastanowić czy dać wam tą podwyżkę. Chyba przedyskutuję to z Danielle, co o tym sądzisz? – w słuchawce zapadła cisza. – Żartowałem. Ustalimy wszystko, jak przyjadę, ale najpierw muszę się ubrać, więc jeśli możesz, to rozłącz się w końcu, bo nie będzie ani śniadania, ani kawy, ani tym bardziej podwyżki – stwierdziłem stanowczo.

- Dobra, szefie. Czekamy. Do zobaczenia.



~ 7:30 ~

- Kto jest najlepszym szefem na świecie? – spytałem, wchodząc do studia z torbą pełną słodkości. Harry od razu rzucił się na trzymane przeze mnie kubki z kofeinowym płynem.

- Uratowałeś mi życie. Nie wytrzymałbym ani chwili dłużej. – Kędzierzawy upił kilka łyków kawy i sapnął. – Tego było mi trzeba. Kocham cię, Liam, wiesz o tym – zaśmiałem się na słowa mojego przyjaciela. Sięgnąłem po pudełko z trzema pączkami dla Lou i podałem mu je.

- Trzymaj, Tomlinson. Jeszcze ciepłe – puściłem mu oko, a jego twarz rozbłysła dziecięcym uśmiechem. – Czy Chloe już przyjechała? Ostatnio spędziła sporo czasu nad makijażem Ashley, bo zachowywałem się jak kobieta z okresem, rujnując całą jej pracę i nawet nie podziękowałem, więc kupiłem jej kwiaty, kawę i dobre ciastko. – Zrobiłem minę zbitego szczeniaka, a zza moich pleców dobiegł dźwięczny śmiech najlepszej makijażystki pod słońcem.

- Już się nie podlizuj, Payne. Następnym razem, kiedy będziesz miał frustrację seksualną, to daj znać. Będziemy wiedzieć, żeby się nie zbliżać – posłała mi promienny uśmiech.

-  Chloe! Słońce mojego życia, życie mojego słońca! – chwyciłem bukiet kwiatów i podszedłem do niej z przepraszającą miną.

Chloe miała dwadzieścia sześć lat i była niską szatynką. Pochodziła z Jamajki, więc jej uroda była specyficzna. Jej uśmiech potrafił rozświetlić całe studio i miała niecodziennie poczucie humoru. Była mistrzynią makijażu i charakteryzacji. Całą moją ekipę traktowałem jak rodzinę. Chloe była niesamowitą słuchaczką i niejeden problem pomogła mi rozwiązać. Niestety była jedyną kobietą w ekipie i to ona stawała się ofiarą wszelakich żartów. Przykładowo pewnego dnia, Harry i Louis nazwali ją ChaCha i tak się przyjęło. Na początku się wściekała i dochodziło do rękoczynów, ale z biegiem czasu przywykła. – Przepraszam. Obiecuję, że więcej nie będę wtykał nosa w twoją robotę.

- No mam nadzieję – pokiwała głową z politowaniem i wzięła ode mnie kwiaty. – Gdzie ta kawa? Ciastkiem też bym nie pogardziła – zaśmiała się dźwięcznie, a ja od razu wyciągnąłem pudełko z zawartością przeznaczoną dla Chloe.

- A teraz poważnie, to jakieś święto? – Lou uniósł brew do góry i spojrzał na mnie pytająco.

- To za to, że zaspałem, a wy uratowaliście Amandę. W dodatku dziś ma wpaść do nas ktoś od tej starej, francuskiej jędzy i nie wiem, czego się spodziewać. Macie być mili i zachwalać, jakim to niesamowitym szefem jestem – wyszczerzyłem się, a oni grupowo westchnęli. – Och, już nie marudźcie. Gdzie moja gwiazda? Sasza zabiłby mnie, gdyby coś jej się stało. Potrzebuje złotowłosej na środę – rozejrzałem się dookoła, ale Amandy nigdzie nie było. Kiedy zacząłem się denerwować, Harry odsłonił zasłonę, która ograniczała widok na jedno z siedzeń. Moja piękność wstała z krzesła i zarzuciła grzywką. Wow. – Harry, jesteś mistrzem! Amanda, kochanie, nigdy więcej nas tak nie strasz – rzuciłem się Harry’emu na szyję i wyściskałem go za wszystkie czasy. Amanda wyglądała lepiej, niż przedtem. Jej włosy były krótsze o kilka centymetrów, ale nadal wyglądała bosko.

- Wiem i dlatego powinienem pracować u Saszy – powiedział z cwaniackim uśmiechem.

- Może cię wyrzucić i pójdziesz poszukać szczęścia? – zaśmiałem się, a Harry o mało nie udusił się kawą.

- Jak mnie zwolnisz, to już nigdzie nie znajdę roboty – młody się nadąsał, a ja go szturchnąłem.

- Nigdy cię nie zwolnię. Louis chyba by mnie zabił. Chloe zresztą też. W dodatku znamy się od przedszkola! Stary, jesteś do mnie przywiązany, jak brat syjamski – posłałem mu pewny uśmiech, a on jedynie wywrócił oczami.

- O co chodzi z tą wizytą Francuzów? – zapytał Lou z pełnią buzią.

- Madame Angelique zadzwoniła do mnie wczoraj wieczorem i powiedziała, że ma dla mnie bardzo odpowiedzialne zadanie i jeśli spieprzę sprawę, to mnie pogrąży, więc nie wiem, o co chodzi – wzruszyłem ramionami i podszedłem do mojego notesu. – Czy ci cholerni praktykanci nie mogą tych swoich sprawozdań napisać kiedy indziej? Muszą akurat dziś? Gdzie jest Martin? Musi to przełożyć. Sasza i ja idziemy na kawę, nie mam czasu zajmować się dzisiaj praktykantami. W dodatku Savannah ma sesję po południu. Nie mogę wrócić do domu o północy, bo Danielle mnie wyrzuci z sypialni – westchnąłem.

- Liam... Nie chcę nic mówić, ale do środy musimy ogarnąć trzy modelki do tego magazynu o włosach. – Harry niemal wyszeptał.

- Gdzie do cholery jest Martin?! – zaczynałem mieć dosyć tego dziewiętnastolatka. Zatrudniłem go do pomocy na prośbę Danielle, ale chyba będę musiał ją przeprosić i zatrudnić kogoś innego na to miejsce.

- Zostawił wiadomość, że nie może dzisiaj przyjść, bo boli go głowa – powiedziała  ostrożnie Chloe.

- Więc możecie mu powiedzieć, że mnie przez niego też rozbolała i już tu nie pracuje – westchnąłem i poszedłem do swojego biura, trzaskając drzwiami.

Potrzebowałem odpoczynku. Najlepiej w postaci wolnego dnia. Mieliśmy dopiero poniedziałek, a ja już miałem za sobą najbardziej pracowity weekend w historii. Usłyszałem ciche pukanie do drzwi, po czym ujrzałem twarz Tomlinsona.

- Czego chcesz? – zapytałem, zirytowany.

- Chloe dzwoni do szkoły tych całych praktykantów, że dziś nie masz czasu i damy znać, kiedy mają przyjść. Jeśli potrzebujesz jakiejś konkretnej sekretarki, to mogę ci polecić moją siostrę. Studiuje coś z tych rzeczy i potrzebuje stażu. Obiecałem jej, że z tobą o tym pogadam, a skoro Martin się nie sprawdził, to wiesz... – Louis przygryzł wargę, a ja westchnąłem.

- Jeśli może zacząć od jutra, to byłbym bardzo wdzięczny. Sam nie ogarnę tego syfu, w dodatku Marianne poprosiła o pomoc w kampanii, więc cały jeden dzień wszyscy będziemy zajęci. Potrzebuję mieć w końcu porządek w moim planie dnia – zrezygnowany ukryłem twarz w dłoniach.

- Może zacząć od jutra. Zadzwonię do niej, żeby się spakowała i powinna wieczorem przyjechać, więc stawi się tu z samego rana. Coś mi się wydaje, że sporo gotówki wpadnie w kieszeń w tym tygodniu – uśmiechnął się zadowolony.

- Wpadłoby jeszcze więcej, gdyby tydzień miał osiem dni, a nie siedem – stwierdziłem.

- Nie dramatyzuj. Obiad z Saszą masz o trzynastej, Savannah przyjdzie o 15:30, a potem musisz coś wymyślić do tego magazynu o włosach. Dlaczego w tym miesiącu wszyscy uparli się na kobiety? Zeszły był lepszy. Mieliśmy wolną rękę. Mogliśmy wysłać kobietę albo mężczyznę. Nikt nam nic nie narzucał. – Lou teatralnie wywrócił oczami.

- Nie chwal dnia przed zachodem słońca. Madame Angelique zajmuje się tylko mężczyznami i aż boję się pomyśleć, czego ode mnie chce tym razem. Jej modele muszą być piękni, a wiesz, że każdy, a szczególnie ona, definiuje piękno inaczej. Co jeśli będzie chciała kogoś ode mnie? Miejmy nadzieję, że chce nam tylko zafundować wycieczkę do Wenecji i zapłacić za sesję zdjęciową na kanale Grande – załamałem ręce, a Louis uśmiechnął się ciepło.

- Chciałbym zabrać Harry’ego do Wenecji. Cały czas pracujemy, nawet nie mamy czasu odpocząć. Ciągle jemy na mieście; nie pamiętam, kiedy ostatni raz jadłem coś domowego. Szefie, kiedy jakiś urlop? – mój przyjaciel patrzył na mnie pytająco, ale nigdy oskarżycielsko. Lubiłem ten aspekt jego osobowości.

- Obiecuję, że jak skończymy wszystko, czego się podjęliśmy, to zrobimy sobie wolne. Weźmiesz go do Wenecji i spędzicie trochę czasu sami. Przepraszam, że tak zapieprzamy, ale nic nie trwa wiecznie i zanim się zorientujemy, znajdzie się ktoś lepszy od nas. Korzystam dopóki ktoś chce pracować z nami. Mam nadzieję, że nie jesteście na mnie źli – przygryzłem wargę. Moja ekipa była dla mnie najważniejsza.

- No co ty? Jesteśmy w tym razem. Tworzymy zespół i każdy z nas wiedział na co się pisze. Jesteś najlepszym szefem na świecie. Nie dołuj się już, tylko wyjdź i przeglądnij te portfolia, które leżą tam już drugi tydzień. Chyba, że od razu mam je wyrzucić...

- Nie, zostaw. Przejrzę je – postanowiłem i wyszedłem z biura. Harry i Chloe w dalszym ciągu jedli, a Amanda zniknęła. Podszedłem do biurka i spojrzałem na stertę teczek. – Poważnie? Aż tyle? – załamałem się.

- Czekaj dłużej, to na pewno będzie ich mniej – stwierdził kędzierzawy.

Przeglądanie wszystkich teczek było męczące, ale w oczekiwaniu na Francuzów, każde zajecie było dobre. Widziałem, jak wiele osób stara się, żeby pracować ze mną. W większości kobiety - blondynki. Niestety potrzebowałem kilku brunetek, ale żadna z nich mnie nie zachwyciła. Szukałem kogoś o oryginalnej urodzie, ale nikogo pasującego do podanych przeze mnie kryteriów nie znalazłem. Powoli trafiał mnie szlak. Wśród tych wszystkich nazwisk było jedynie kilka osób, które odłożyłem na bok, aby to jeszcze przemyśleć. Kiedy już miałem się konsultować z ekipą, drzwi studia się otworzyły i ujrzałem parszywą mordę jednego z posłańców Madame Angelique.

- Bonjour. Comment ca va? Puis-je vous aider? – posłał mi irytujące spojrzenie.

- Witam. Przejdźmy do rzeczy, o co chodzi? – spytałem lekko zniecierpliwiony.

- Mam dla pana list. Proszę przeczytać i skontaktować się z Madame ‘Gelique – wręczył mi granatową kopertę z charakterystycznym herbem, a ja wywróciłem oczami. – Au-revoir – odrzekł i opuścił moje studio. W samą porę zanim nie zwróciłem śniadania od nadmiaru jego drogich perfum.

- Jak ja nienawidzę tego lalusia, to się we łbie nie mieści – westchnąłem ciężko i otworzyłem kopertę. Uważnie czytałem każdą fikuśną literkę napisaną przez jedną z najbardziej szykownych kobiet w całej Francji. Z każdym kolejnym zdaniem miałem ochotę podrzeć błękitną papeterię i udawać, że nigdy nie utrzymałem tego listu. Zacisnąłem oczy w akcie desperacji.

- „Panie Payne, chcę modela. Pięknego. Tout de suite!”? – Louis zaśmiał się, a ja nawet nie miałem ochoty go uciszać.

- To jej ostatni pokaz. Pisze, że choroba ją wykańcza i chce się pożegnać w wielkim stylu, zanim jej córka przejmie interes. Chce do swojej ostatniej kolekcji po jednym modelu od każdego z jej przyjaciół. Poprosiła, abym wraz z Saszą dokonał wyboru, bo wie, że współpracujemy ze sobą. Nie zapomniała dodać, że model ma być piękny - najlepiej o czarnych włosach i ciemniejszej karnacji. Pisze, że liczy na coś intrygującego – powiedziałem spokojnie. – Ale jak do cholery mam jej kogoś takiego znaleźć?! – krzyknąłem wściekły.

- Liam, spokojnie. Przecież chłopak z tej teczki ma wszystko, czego Madame ‘Gelique – Harry sparodiował tego lalusiowatego posłańca – chce. Daj jej to, czego pragnie, a ona w spadku przepisze ci kilka procent udziałów. – Kędzierzawy wzruszył ramionami, a ja westchnąłem.

- Nie dam jej amatora! – powoli zaczynałem odchodzić od zmysłów.

- Liam, on ma więcej rekomendacji niż ktokolwiek inny, a jego teczka leży tu najdłużej. Spójrz na niego. Nadaje się idealnie. Zatrudnij go u siebie i masz z głowy tą starą flądrę – Louis próbował mnie przekonać, ale nie byłem zbyt dobrze nastawiony do tego typu rzeczy.

- Nie zaryzykuję.

- Och, a gdzie jest ten Liam, który w wieku piętnastu lat powiedział ojcu, że nie chce jego firmy, bo chce zostać fotografem? Wtedy nie bałeś się ryzykować. Nie bałeś się też porzucić szkoły i oddać się fotografii. Gdzie się podziałeś? Odbiło ci totalnie? 6+A może to ta twoja od siedmiu boleści narzeczona, ustawiła cię do pionu? Weź się w garść. Co ci nie pasuje w... – Harry spojrzał na imię tego chłopaka. – Co ci się nie podoba w Zaynie?

- To ma być wybór mój i Saszy. Porozmawiam z nim później, a teraz wybaczcie, ale muszę zająć się sprawą tego pieprzonego magazynu – powiedziałem i zamknąłem drzwi od mojego biura. Byłem zmęczony. Potrzebowałem relaksu, potrzebowałem rozrywki. Pomocy.



~ 13:05 ~

- Witaj, Apollo – zaśmiałem się, podchodząc do stolika, przy którym siedział Sasza d’Olivier Dahan, jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci przemierzających ulice Londyny. Był wysokim, niebieskookim blondynem, a jego umięśnione ciało zasługiwało na oklaski. Jego uśmiech potrafił sprawić, że każdy, bez względu na orientację, miał ochotę go pieprzyć. Wbrew pozorom nie był modelem. Wybrał drogę projektanta i jest w tym niepokonany. Współpracujemy razem od jakiegoś czasu i ani razu nie żałowałem tego wyboru.

Sasza był człowiekiem, który został skazany na sukces w momencie, w którym się urodził. Wiecznie pewny siebie, dostawał to, czego chciał. Bycie jego przyjacielem, to szczęście, ale bycie wrogiem, to najgorszy pech. Miał inne spojrzenie na świat, niż przeciętny człowiek. Czerpał korzyści z wszystkiego, czego tylko mógł. Niczego nie oddawał bez walki. W moich modelach szukałem jedynie jednej rzeczy - rekomendacji od Saszy. Inne rzeczy nie miały znaczenia. Był dla mnie jak brat, który pomagał w każdej, nawet najgorszej sytuacji. Byłem szczęściarzem, że go poznałem.

- Panie i panowie, Liam Payne! – Sasza zaśmiał się dźwięcznie, i musnął ustami mój policzek, jak miał w zwyczaju.

- Mam taki beznadziejny dzień, że nawet sobie nie wyobrażasz – stwierdziłem, patrząc na jego szczęśliwą twarz.

- Czyżby pani Peazer nie spisała się tej nocy? – mój przyjaciel uśmiechnął się cwaniacko, a ja westchnąłem. – Och, kochany, nie pociągniesz tak zbyt długo.

- Bolała ją głowa – teatralnie wywróciłem oczami.

- Który to raz w tym miesiącu? Liam, skarbie... To śmieszne.

- Cóż ja mogę na to poradzić? Stres w domu, stres w pracy. Nic tylko strzelić sobie kulkę w łeb – powiedziałem, zrezygnowany.

- Wiesz, pomógłbym ci rozładować napięcie, ale tej nocy ktoś wyssał ze mnie wszystkie soki i nie wiem, czy w tym tygodniu skuszę się na kogokolwiek jeszcze. To był najlepszy sex od miesięcy. Nawet nie wiesz, co tracisz, udając potulnego narzeczonego przy boku Danielle. Może jest ładna i urocza, ale jeśli nie chce się z tobą pieprzyć, - albo uprawiać miłości, jak kto woli - to nie jest ciebie warta. Wyjdź do klubu, zabaw się. Wiesz ile modelek byłoby w stanie rozchylić przed tobą nogi za jedno zdjęcie z twojej ręki? Murzynki, Azjatki, Amerykanki i cała społeczność francuska. Uwierz, gdybyś był wolny, to sam byłbym w kolejce do twojego łóżka. – Sasza potrafił podnieść mi samoocenę jedną krótką wypowiedzą.

- Nie mam czasu na zajmowanie się sobą. Mam tyle roboty, że nie znajdę sekundy, aby pomyśleć o nagiej Leonie Lewis, to co dopiero na sypianie z modelkami. Nie mam takiego życia, jak ty. Inna laska każdej nocy... Stary, oddaj mi jeden dzień ze swojego życia.

- Liam, gdybym sypiał tylko z laskami, to życie byłoby nudne. – Sasza posłał mi jednoznaczne spojrzenie, a ja zrozumiałem, że to nie dziewczyna umiliła mu ostatnią noc. – Tak właśnie mi się przypomniało. Jeden z moich fryzjerów zachorował i chciałbym pożyczyć Styles’a na środę.

- Przypomniałeś sobie o Harrym podczas rozmowy na temat pieprzenia mężczyzn? On jest zajęty, Sasza. Louis zabiłby was obu, a ja nie byłbym zdziwiony – stwierdziłem, lekko rozbawiony.

- To znaczy nie? – blondyn zrobił minę zbitego szczeniaka.

- Nie. Styles należy do dwóch osób: do mnie i do Tomlinsona. Nie masz szans – zaśmiałem się.

- Szkoda. Dla niego specjalnie zostawiłbym otwartą garderobę. Mógłbym go wiele nauczyć, Louis byłby wdzięczny – starał się mnie przekonać, a ja pokiwałem tylko głową z politowaniem.

- Och, Sasza, jesteś najbardziej niewyżytym facetem, jakiego znam. Kto w ogóle chce się z tobą pieprzyć? Społeczeństwo schodzi na psy – wywróciłem oczami.

- Jedna noc ze mną i odszczekałbyś wszystko, w dodatku błagałbyś o więcej. Rosjanie, to najlepsi kochankowie – powiedział pewny siebie.

- Mimo wszystko, muszę odmówić. Jestem wierny jak pies – wzruszyłem ramionami. – Ale do rzeczy. Madame Angelique chce...

- Modela. Wszystko wiem. Wiedziałem o tym już jakiś czas temu. Jeśli się martwisz o to, kogo wystawić, to powiem ci, że znam tylko jedną osobę, która sobie z tym poradzi – spojrzałem na niego pytająco.

- Kto to taki?

- Zayn Malik.

Muszę przyznać, że odebrało mi mowę. To ten sam chłopak, którego portfolio leżało na moim biurku, a ja nie byłem pewien, czy się nadaje.

- Mam u siebie jego teczkę. Nie wydaje mi się, żeby miał tam twoją rekomendację – byłem lekko zmieszany.

- Bo poznałem go bliżej dopiero w tym tygodniu. Był u mnie w studiu i muszę ci powiedzieć, że na pewno się nie zawiedziesz. Chyba nikt nie potrafi pracować na sukces tak ciężko, jak Zayn. Jego ciało jest idealne i stworzone na wybieg, a ta mordka kocha obiektyw. Przypnij go do siebie, a nie pożałujesz. Chętnie zaproponowałbym mu pracę u mnie, ale jego to nie zadowala. Masz u siebie jego portfolio, bo chce pracować z tobą, nie ze mną. Wyślemy go do Wenecji, a potem jest twój. Wiesz, jak ciężko teraz o kogoś, kto jest w stanie poświęcić wszystko dla spełnienia marzeń? Ten chłopak ma potencjał i siłę woli. Zresztą mam wrażenie, że go polubisz. Dla niego nie ma rzeczy niemożliwych. Kiedy powiesz, że ma coś zrobić, to on to zrobi, bo to jego praca. Będziesz zachwycony. – Sasza potrafił być naprawdę przekonujący, więc zdecydowałem się dać Zaynowi szansę.

- Ale Wenecja to duża sprawa. Co jeśli sobie nie poradzi? – przygryzłem nerwowo wargę.

- Liam, słońce... Zapewniam cię, że sobie poradzi. Zostało jeszcze dużo czasu. To tylko wybieg, nie dramatyzuj.

Westchnąłem głośno. Niech mu będzie. Mimo wszystko, jeśli ten chłopak zepsuje to, na co pracowałem całe życie, to obetnę Saszy jaja bez większych skrupułów.

Malik, zaczynasz od jutra.

 ~*~

A/N: Poznajcie jedno z wcieleń Liama Payne'a. Jedno z wielu wcieleń. xx

21 komentarzy:

  1. ASDFGGHHFFDSSDFGHAASAJ! *_____________*
    Sasza! mój Sasza! Rosjanie, to najlepsi kochankowie, z tym stwierdzeniem się zgodzę. Chcę dwójkę. Caroline - spojleruj mi ! chce ich namiętne sceny! <3

    piszcie jak najwięcej, Uwielbiam Was!

    OdpowiedzUsuń
  2. jeju,historia zaczyna się robić coraz ciekawsza i nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału! Danielle w roli 'złej' narzeczonej,Larry, Ziam, Sasza - podoba mi się to!
    czekam na następny rozdział! xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże, kocham to opowiadanie. Uzależniłam się od niego już po Prologu i pierwszym rozdziale. Mam nadzieję że kolejny rozdział już wkrótce, bo jestem ciekawa co się stanie pomiędzy Liam'em a Zayn'em.. ;)

    @Real_Mrs_Paynex ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham to ! Piszecie bosko . Normalnie chciało mi się piszczeć , jak Payne sie dowiedział o Zaynie . xd Życze wam dużo weny . :* /
    @urodzonavlutym ;**

    OdpowiedzUsuń
  5. Boże zakochałam się od pierwszego wejrzenie <3 :*

    @Lila1D

    OdpowiedzUsuń
  6. A więc tak jak obiecałam tak też robię. Zaczynając od początku, mówiłyście że będzie 7 tysięcy słów jednak tego wcale, ani troszkę nie dało się odczuć a nawet wręcz przeciwnie. Człowiek odczuwał niedosyt! Naprawdę czytam czytam, czytam a tu bom ! I koniec ! Postać Liam jest dość ciekawa ale jestem pewna że znajomość z Zaynem wpłynie na obydwóch panów, nie tylko na Li. Świetna jest też postać Saszy, jego nie wyżycie jest wręcz zabawne. Nie wiem co miałam wam jeszcze napisać bo rozproszyło mnie to że zaczęłam przepisywać coś o Harry i wszystko wyleciało z głowy. Zakończę na tym że opowiadanie jest niesamowite ;) Ah ! Dziękuję też dzięki wam uczę się tak cudownego języka jak francuski oraz nie rozumiem co mówią postacie w tym języku, to teraz już naprawdę koniec :) Kochamm xx

    ~ @Maddi_Anny

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy3/11/2013

    Jestem w pracy i boje, że ktoś mnie zaraz przyłapie na czytaniu, a nie pracowaniu, więc napiszę tylko: fjjjjbvjngtjbjfvnsdfjvjfnbjgnb, to jest cudowne! Przez cały rozdział uśmiechałam się do siebie, jesteście genialne! :)
    Pozdrawiam ciepło, pookolorowana
    PS. Czekam z niecierpliwością na TRZECI rozdział. *__*

    OdpowiedzUsuń
  8. Wow, już zaczynam się uzależniać od tego opowiadania ;] Jesteście boskie a pomysł genialny. Heh Harry mnie rozwala, a ten nasz Liamek przepełniony pasją cud miód i maliny. Kocham Was !

    OdpowiedzUsuń
  9. gaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa Nareszcie Liam ma charakterek .. a nie jest Daddy Direction . Zaczyna mnie to juz irytować .jeeee.!!!!!!!! Ok , ok już się ogarniam .. O czym ja too..? aa już wiem . Świetny rozdział .!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Z niecierpliwością czekam , na następny i na spotkanie Liama z Zaynem . ^^ .. Nie jednak się nie ogarnełam , nie zwracajcie na to uwagi ;)) KOCHAM .!! xxxxxx

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytam, czytam, czytam i nieoczekiwanie się skończyło!
    Ale zaczynając od początku to czuję, że będzie to coś więcej niż opowiadanie. Wyczuwam tu głębszą historię i przeraża mnie, że kompletnie nie wiem, w którą stronę zmierza.
    Pozostaje mi tylko trzymać kciuki, żeby poszło Wam sprawnie i czekać na kolejną część.
    xxx
    P.S. Kocham Was <3

    OdpowiedzUsuń
  11. OMFG, to jest świetne! Taką perfekcyjną twórczość aż chce się czytać! Język jest lekki, dlatego dobrze się czyta i wszystko jest tak ładnie dobrane w całość, że tak powiem :D
    Macie niesamowity talent. Co prawda nie wątpiłam w Wasze możliwości, ale i tak jestem nimi mile zaskoczona :3

    Jane xx

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziewczyny, to było NIESAMOWITE! Z każdym słowem zakochuję się w tej historii coraz bardziej. Nigdy nie myślałam, że uwiedzie mnie historia miłosna, w której kobiety nie odgrywają większej roli. Niezmiernie mi się podoba przedstawienie chłopaków w pryzmacie świata modelingu, fotograf, fryzjer, model, mmm... sama słodycz. Zawirowało mi w głowie. Oczywiście czekam z utęsknieniem na kolejny wyczerpujący rozdział, mam nadzieję, że pojawi się już niedługo.
    Buziaki
    Candice ;**
    @miss_candice8

    OdpowiedzUsuń
  13. Wow. Podoba mi się to. Naprawdę. A co do połączen to kmmufmwoamvjr LARRY *_* oczywiscie podoba mi się Zayn jako taki w chwili obecnej, tajemniczy. Liam, jako taki, taki...mo nie wiem. I sasza ! Uwielbiam to, uwielbiam. No i mam pytanie do Dee. Czy prowadzisz jeszcze bloga 'New beginning' ? Bo jak weszłam ostatnio to jakies problemy a potem ze nie zostałam zaproszona do czytania tego bloga. Mozesz mi odpowiedziec co i jak ? Z gory dzięki i super blog oczywiscie xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. New Beggining już nie funkcjonuje :)

      Usuń
    2. A wrocisz może do niego ? I poza tym, super szablon na like a cannonball :p

      Usuń
  14. Anonimowy3/13/2013

    Sam pomysł genialny!Liam z charakterkiem ,sądzę ,że idealnie będzie pasowała do Zayn'a , nie mogę się doczekać ich spotkania i tego co się miedzy nimi utworzy ;3

    OdpowiedzUsuń
  15. Witam , ma pytanie , co stało się z blogiem o Larrym ? Like a cannonball ? jak weszłam na twój profil to nie mogę go znaleźć ;c jest odmowa uprawnień a ja tak KOCHAM ten blog , czy jest możliwość , żebym została zaproszona na tego bloga ? :D Czekam na odpowiedź i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Like a cannonball funkcjonuje dalej - przeszedł tylko małą metamorfozę. Zmienił się szablon, przepraszam z utrudnienia. ;)

      Usuń
  16. To opowiadanie... Zafascynowało mnie. W pozytywnym sensie :) Jeszcze nigdy TAKIEGO nie czytałam. Jest na prawdę genialne! Czekam na następny rozdział i życzę weny :)
    @FreeHugs_xx

    OdpowiedzUsuń
  17. O kurwa. Kocham to! Niesamowite...<3
    Kiedy kolejny rozdział? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przyszłym tygodniu, gdy będziemy mieć ponad połowę trójki. x

      Usuń